O czym chcesz poczytać na blogach?

Przejdź do wyników poniżej

Amsterdam

Gandziowe przygody w Amsterdamie

Naprawdę świetną osobą. Helen jest buddystką, jest osobą dość mocno po 50-tce i w ogóle nigdy w życiu bym nie powiedziała, że z kimś takim mogę się zaprzyjaźnić- a jednak :). Jej chłopak Ryszard (nie wiem dokładnie jak to się pisze po holendersku, więc piszę po polsku) też był świetnym człowiekiem o dużym dystansie do życia. Wesołą kompanię zamyka młody Niemiec, którego imienia nie pamiętam. Bardzo wesoły ale też bardzo nieśmiały, ułożony i grzeczny, w porównaniu z Helen i Ryszardem był nadzwyczaj ułożony- kontrast między nimi był ogromny :).

 

W niedzielę Helen i Ryszard zaproponowali nam wyjazd do Amsterdamu na medytację, o dziwo zgodziliśmy się i pojechaliśmy. Generalnie to była nauka jakiegoś tam gościa na M. Oczywiście po zapoznaniu się z jego stroną internetową, myśleliśmy z Markiem, że to będzie ogromna sala wypełniona po brzegi ludźmi, a tu weszliśmy do jakiegoś prawie, że mieszkania, w którym były dwie „nauczycielki” i jedna uczestniczka medytacji oprócz naszej czwórki (dawali herbatę i ciastka za free to można było tam siedzieć i słuchać bzdur ;p). Wracając jednak do tego gościa na M. to ten wielce „inteligenty” człowiek stwierdził, że Chrystus to energia i stan przez który się przechodzi i stwierdził, że on kiedyś był Chrystusem.

polandholand

Dokładnie nawet skąd przyszłam, wszystkie uliczki wyglądały jak ta, którą przecież przed chwilą szłam. A wszystkie domki "takie charakterystyczne", że doprawdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego nie zapamiętałam i z jakiego to powodu mylą mi się.

Moje zagubienie tłumaczę tym, że z Warszawy wyniosłam właśnie przyzwyczajenie chodzenia na "punkt charakterystyczny". Co oznacza idę sobie idę, wszystko szare i płaskie, o a na zakręcie czerwony domek, no to wystarczy zapamiętać, że wracając przy czerwonym domku trzeba skręcać w lewo. I  działanie tego systemu tym razem mnie zawiodło, choć do tej pory sprawdzało się w 100%. Okazało się bowiem, że w Amsterdamie na co trzecim rogu stoi czerwony domek, niby inny, niby inne ma ozdóbki....Ale jak wracasz, to już ozdóbek tak dokładnie nie pamiętasz...

Amsterdam stanowi przeciwieństwo lotniska - tutaj nazwy ulicy należy szukać doprawdy ze świecą. I ja jako stworzenie mapne, bo wyczucia przestrzeni nie posiadam, zawiodłam sie na drugim z moich systemów, i zwykle liczę zaktęty i zapamiętuje, że po takiej ulicy skręcam w taką to a taką ulicę a tu nic z tych rzeczy, bo nazw płowy ulic nie widzę....

W ogóle miasto jest dziwnie ułożone, niby większość ulic oko do środka nazwijmy je "ulice promieniste". Lecz miasto okala kilka jakby obwodnic to znaczy ulic tworzących.

pandora´s box - Onet.pl Blog

Ostatnie 7 dni to najbardziej szalony okres w zyciu jaki przezylam, jestem jeszcze pod wplywem euforii, ktora towrzyszyla mi i reszcie towaszystwa podczas ostatnich kilku dni i teraz dopiero robi mi sie smutno i sentymentalnie gdy sobie pomysle ze za drwa dni lece do domu... ale po koleji...

Poprzedni wtorek poszlismy jak zwykle do Celtica, naszego ulubionego nocnego klubu w Brukseli, gdzie imprezowalismy do 5 rano (jak zwykle), po czym Ja, Ana i Waco wrocilismy do domu, gdzie po bezsennej nocy wzielismy prysznic i ... pojechalismy na dworzec Midi, gdzie kupilismy bilety do

  

A tak wygladalismy o 10 rano jedzac kebab na chodniku pod glownym dworcem w Amsterdamie:

  

Generlanie przez cale trzy dni nie bylo mowy ani i odsypianiu wtorkowej nocy, ani o odsypianiu zadnej kolejnej! Ana nie miala z tym problemu, jako ze podejrzewam u niej zespol nadpobudliwosci ruchowej ADHD, ale ja i Waco zostalismy nieco zmasakrowani, co na trzeci dzien juz nie mialo znaczenia, bo chyba im mniej sie spi, tym mnie sie chce spac... w kazdym razie Amsterdam jest absolutnie przezajebisty, poprostu nie chce sie stamtad wyjezdzac!! Zalokowalismy sie w miejscowym hostelu, w 6 osobowym "mixed dormitory" co owocowalo znajmosciami, o ktorych za chwile... a oto nasze pietrowe lozko, ja spalam na gorze hehe (sama!):

  

Generalnie grafik byl.

Międzynarodowe Mistrzostwa Autostopu - Gdzieś w świecie...

Później szło w miarę ok. Z sympatycznym panem do Wejherowa, z młodym chłopakiem do Strzebielina i z kobietką z córką pod Słupsk. Tam się nie zdążyłyśmy rozłożyć, a zatrzymał się nam Mariusz tirem i tym sposobem byłyśmy w drodze do Nowogardu. Jechaliśmy w sumie w szóstkę. Tzn. nasza trójka oraz pan Zygmunt z dwiema innymi autostopowiczkami przed nami. W miłym towarzystwie czas mija szybko i nawet nie zdążyłyśmy się zorientować, kiedy musieliśmy się rozstać... Kaśka nawet na pożegnanie dostała mega ciepła bluzę :) (Ja też taką chcę!!!)

Na ulicy zaczepiła nas dziewczynka i zapytała dokąd jedziemy. Jak jej powiedziałyśmy, że do Amsterdamu, zaczęła na nas krzyczeć i stwierdziła, że kłamiemy i i tak nam nie wierzy... po pierwsze: dzisiejsze dzieci wychowuje ulica czy rodzice??? bo trochę pogubiłam się... po drugie: takie zachowanie utwierdza mnie tylko w mojej antypatii do dzieci...

Następny był hodowca- handlowca... żab, węży, jaszczurek i wszystkich tych obślizgłych stworzonek... W Płoniach 2-3 godziny przerwy i rodzinka, z którą dojechałyśmy na berliński ring... no i tutaj zaczął się dosłownie RING.

Nocek dużo w autostopowej drodze nie przeżyłyśmy, ale szczerze mówiąc inaczej sobie to.

Blog Kometa1890

Swojej matki, Justyny z Krzyżanowskich Chopinowej.


Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
Komentarzy: 0 Trzecia Płyta 2010-02-11 Trzecia płyta ostatniego triumfatora Konkursu Chopinowskiego dla prestiżowej firmy jest jego pierwszą z udziałem orkiestry. Wybór młodego artysty (a szczęśliwie mógł go dokonać) padł na jeden z najlepszych europejskich zespołów: Concertgebouw z Amsterdamu, oraz na wielkiego polskiego kapelmistrza Jerzego Semkowa. I, rzeczywiście, orkiestra gra pięknie, miękko i ciepło. Interpretacja zaś Rafała Blechacza może wzbudzić kontrowersje, choć jednego nie odmówi jej nikt: precyzji technicznej. Ale zapewne nie każdemu przypadnie do gustu styl gry, bliski już manierze, polegający na niezwykle dobitnym wygrywaniu wszystkich biegników, w których każda nutka jest jakby na wierzchu, osobno niczym perełka na sznurku. Wydaje się, że im więcej tej dobitności, tym więcej czystej zabawy dźwiękiem, lecz mniej poezji, z wyjątkiem nieodmiennie poetyckiej środkowej części Koncertu f-moll. Ale jest to koncepcja oryginalna,.

polishgirlsmakinganeurotrip.blog

Wiec najlpeiej ta zielen oddzielic krata. a wiwiorki podziwiaja.

Niech moc bedzie z wami!

A jutro czatujemy na stacji przed autostrada poszukujac stopow do Amsterdamu!

skomentuj (2)

on the road 2011-08-08 19:45:01


6 sierpnia

Spakowalaysmy rzeczy o 5:30 i zaczelysmy stopowac do Amsterdamu. Minely 3 pierwsze godziny z poludniowego berlina( droga na Hannover), przenioslysmy sie na polnoc( dorga na Hamburg)- kolejne 3 godziny.Zaopatrzylysmy sie wiec w pobliskim sklepie w nasz najabrdziej wykwintny obiad- rybna konserwa z chlebem( nie wiem czy to tak z glodu - ale chleb maja naprawde pyszny;) ) . Najedzone i pelne sil wrocilysmy czatowac na autostop. I nareszcie! Zatrzymal sie mily, kompletnie nie mowiacy po angielsku Niemiec i zawiozl nas na stacje obok hamburga. Powiedzial ze moze zawiesc nas prostop do Amsterdamu jak za niego wyjde. No niesetety, az tak dla Eurotripa sie nie poswiecam;) Z Hamburga poszlo juz latwo- wzial nas stary dziadek z psem.  Cala droge lecial George Michaele, a ze.

Amsterdam hostel

Chiny Blog - w drodze...

Z wakacji w Gruzji dwa lata temu. Co krok ktoś zaczepiał mnie ostrym "Heloł" i chciał coś sprzedać i "pomóc", na ulicach masa uśmiechniętych podróżników z zachodu z laptopami i ciągle tymi samym rozmowami w zanadrzu (dlatego nie lubię zatrzymywać się w hostelach). Choć sam Stambuł piękny i wspaniały, ale go przez tę atmosferę w ogóle go nie polubiłam.

Belgrad chcę polubić :)
chiny 2008-08-09 20:05:50
skomentuj (1)


łiiiiiiiiiiiiii po raz drugi
Kupiłam namiot!  W końcu.Mini-wojażu.

Wyjazd uważam za udany dzięki:
- wjeżdżaniu na mosty na czerwonym świetle w trakcie ich podnoszenia
- wiatrakom
- Wolfgangowi
- wieczornej i nieświadomej (do czasu) przejażdżce samochodem po parku uliczkami i alejkami dla pieszych - w Amsterdamie, z którego to parku nie sposob było się wydostać
- rozkręceniu imprezy z emerytami niemieckimi, którzy nas pokochali i którzy żyli w przekonaniu że jesteśmy z HOLLAND
- śpiewaniu niemieckiej wersji "szła dzieweczka do laseczka" - jak się okazuje.

Meksyk 2012

blog Maniutka: http://mjr-s.blog.pl

album foto na maniutkowym FB: http://www.facebook.com/media/set/?set=a.392760590743040.97927.100000273060180&type=3&l=4c9b7b2d73

 

13:48, gonieczka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2012
Dzien 22, 23, 24 - sraczka, Madryt, Amsterdam, Warszawa

długi był powrót...

Poniewaz pół strefy było zamknięte, dość szybko wróciliśmy do hotelu, kupiliśmy bilety na autobus do Ciudad Mexico, wykąpaliśmy się, zjedliśmy owoce morza w knajpie tuż przy dworcu.

Do Meksyku dotarlismy jeszcze za dnia. Znaleźliśmy inny hostel niż ostatnio. Jest dziwny troszki.

03:48, gonieczka
Link Komentarze (4) »