O czym chcesz poczytać na blogach?

Albert fish

Karusiek

Z trzech kierunkow trzy rozne muzy a my po srodku, ja to sie tylko smialam i myslalam moze powinnam zawirusowac swoim zaprzyjaznionym wszystkie te sprzeta, wtedy by zobaczyli jak to jest zyc w ciszy,
podroz mijala szybko, kilka przystankow na zarcie i na siku w przydroznych barach, do pokhary dotarlismy okolo 14, taksowke dzielilam z holenderka i innym rosjaninem, udalam sie hoteliku jelly fish, ktory ktos mi zarekomendowal, strzal w dziesiatke, pokoik taniutki, ekipa przednia, japonczycy grajacy muze wieczorami, holendrzy reperujacy motor calymi dniami, tarasik z widokiem na jezioro i gory dla zlapania koloru w gorskim sloncu przed powrotem do kraju, mala restauracyjka na przeciwko, gdzie po partyjce ping ponga z wlascicielem czuje sie juz tam jak w domu, i to wszystko w jeden.Motor crosowy i udalismy sie na dworzec. latwo nie bylo, duzy plecak, maly i gong pod pacha dostatecznie chwialy ma rownowaga, na szczescie jechal on na tyle wolno, ze chwytajac sie rozpaczliwie jego bluzy, dalam rade.
miejsce numer 6 przy oknie, w autobusie polowa cudzoziemcow, polowa lokalesow, kolo mnie hinduski maczo (z wygladu) od razu zaczal zagadywac i tak przegadalismy 7 godzin, albert potomek portugalskich kolonialistow, okazal sie bardzo pomocny, ladowal moj bagaz z jednego srodka lokomocji, do nastepnego, czekal w rykszy, gdy ja zalatwialam graniczne formalnosci, w koncu zapakowal nas, juz po hinduskiej stronie, do autobusu zmierzajacego do gorakhpuru. 3 godziny w tloku i skwarze, pocac sie strasznie, ale przetrwalismy, w gorakhpur od razu na dworzec kolejowy, ale.

Puzon, po prostu Puzon...

         
Zakładki:
Bałagany błogie...
Cirque du Soleil
Do poszperania
Pan Twardoch
Blogowo...
Artur Andrus
Chiara
Czarownica zła
Fish
Haniołkowe życie

I jak zwykle zahaczyliśmy o sklep zoologiczny. A tam w klatce kocie istoty ze schroniska w Konstancinie miauczą o nowe domy. Hm... najlepsze zakupy robi się zupełnie nieoczekiwanie i tak do domu wróciliśmy bez chleba, ale za to z Tosią II. 

Maciej obraził się i trzy dni go nie było, Albert ze stoickim spokojem omijał małego potwora, a Jasiek Kot, jako że jest namłodszy szybko zaczął gonitwy z nową koleżanką. Tosia okazała się wielką przylepą i kolejnym kotem naramiennym. Tym swoim upodobaniem przyprawia nas o zawał serca. Ale nie można się na nią złościć, bo już przy lądowaniu na ramieniu zaczyna mruczeć ze szczęścia. Ech, czymże byłby dom bez.

Droga do prawdy

Adresem zostałam mile zaskoczona, bo na Tenbicie spędzam wolny czas już od 2002 roku, a okres roku 2005 to fala tzw. dziwnej nowomowy (choć nadal można trafić na „wyjątki”). W pewien sposób był on dla mnie zagadką dopóki nie dotarłam do piątej notki (z nr 45). „Adres pochodzi od imienia Ginger Rogers i nazwiska Albert Fish; modelki i seryjnego mordercy”, całkiem intrygujące połączenie. Mnie osobiście słowo „ginger” (jak dla każdej osoby uczącej się języka angielskiego) kojarzy się z czymś imbirowym bądź rudym, a „fish” z rybą. Także moim pierwszym skojarzeniem była ruda rybka.
„Pani.

.::W11 wydział śledczy::.

Okolicznościach giną małe dzieci, nad którymi opiekę sprawuje Jeanne Weber – niepozorna i uczynna kobieta. Lekarze orzekają różne przyczyny zgonów małych ofiar, mimo iż każda z nich została uduszona. Wszystko wskazuje na to, że makabrycznych zabójstw...
czytaj więcej

Marcia 6/07/2007 16:54:20 [komentarzy 0] Pomóż śledstwu-daj komka

Albert Fish

Albert Fish - sadystyczny morderca dzieci
Na pierwszy rzut oka wyglądał, jak łagodny i nieszkodliwy staruszek. Jednak historia jego życia pokazała, że był jednym z najbardziej okrutnych seryjnych zabójców XX wieku. Paradoksalnie sąd skazał go tylko za jedno morderstwo, mimo iż podejrzewano, że dokonał co najmniej piętnastu. Jego ofiarami zawsze...
czytaj więcej