O czym chcesz poczytać na blogach?

Absynt

Zdziwienie jest początkiem myślenia

I położyć się spać jak Pan Bóg przykazał. Zaczęło się kulturalnie, nawet bardzo. Znajomy wystawiał swój monodram, była okazja się troszkę odchamić, spotkać dawno niewidzianych ludzi, wypić piwo w dobrym towarzystwie. Traf chciał, że spotkałem kolegę któremu już dawno obiecałem wyprawę na browca. Idąc w kierunku Kinskiego (wyjaśnienie dla Stonki i innych spoza Trójmiasta: bardzo miła knajpka, z burdelowym nieco wystrojem, mają tam Koźlaka z nalewaka i jest minute dogi od dworca w Sopocie) oswieciło mnie, że za 4 minuty jest kolejka do Gdańska i możemy jechać do mojego ukoachanego Absyntu, gdzie już dawno powienienem dostac meldunek (Absynt to lokal na starówce w Gdańsku,bardzo klimatyczne miejsce). Godzinka upłynela na słuchaniu dobrego rocka i mielismy sie zbierać, aż tu nagle rykneło na pół Gdańska "Gdzie ci mężczyźni" i cłay lokal poderwal sie do tańca (jak sie okazuje, to da się tańczyć). Wiadomo było,ze juz zostaniemy na dłużej. Absynt ma to do siebie, że zawsze poznaje się tam ciekawych ludzi, tym razem była to Białorusinka, mieszkająca od 7 lat w Polsce, uprawiająca zawodowo boks. Ale tak dziwnie miała na imię, że nie dało rady zapamiętać. Po kolejnym.

salq

7 dolarów za noc. Zapalam papierosa, cena topnieje do 5 dolarów, są nerwy, boli mnie głowa, jest nerwowo w ogóle – marzę o szklance ukraińskiej wódki – rzucamy torby i jedziemy do centrum.


Restauracja uzbecka, kelnerzy, którzy starają się być profesjonalni, a wychodzi jak w krzywym zwierciadle, dania uzbeckie i butelka wina z Krymu. Bawimy się, schodzi z nas powietrze, jest coraz weselej. Zjedliśmy – czas zmienić miejsce, na kultową dla nas knajpkę/klub „Lalka” – palony i palący absynt płynie w żyłach, absynt inaczej przyrządzany niż u nas w Polsce, niż na Słowacji czy Czechach. Podpalamy kieliszek, przelewamy płonącą ciecz do szklanki, po czym kieliszek przykrywamy szklanką. Ciecz gaśnie, opary kładziemy do góry nogami w szklance na chusteczkę przebitą słomką. Wypijamy rozgrzaną ciecz z kieliszka, wdychamy opary przez słomkę. Staramy się oddychać, szukamy powietrza, obrazy się rozmywają, siadamy.


Prospekt Swobody wita turystów – sylwester zaczyna się 30ego grudnia a.

moje szczęście uśmiechnij się do mnie

Opętaniu, niemożności powrotu do ciała, utracie zmysłów i temu podobnymi bzdurami! Wymyślają niestworzone rzeczy! Tym samym tworzą i grają w emocjonalno-myślową grę pod nazwą: Bójmy się wszyscy Nieznanego! Jak dobrze jest się bać! Śpijmy, a ty razem z nami..."

(Wstęp do podrcznika do wychodzenia)

O (20:00)
ja też chcę! poza wszyskim innym takie wyjście...awaryjnie by mi wiele spraw załatwiło...
strudel (20:01)
ale ja sie boje o tym rozmawiać z ludźmi ... oni tak dziwnie na mnie patrzą
strudel (20:02)
a wiesz, że to podobne lepsze od piwa? pewnie też od absyntu
O (20:04)
tu bym ostrożnosć zachowała...bo za chwilę powiesz że i seks się nie umywa Ps.nie będę patrzeć...nigdzie indziej niż w monitor...moższ śmiało wychodzić z siebie żeby mi to przekazać
strudel (20:06)
to nie tak .. on twierdzi, że wszystko po tamtej stronie smakuje mocniej, intensywniej ... keks też ....
powiem Ci dlaczego przeczytałem do połowy, bo od połowy zaczął koleś bredzić i miedzy wierszami doczytałem że on prawdopodobnie kreatywnie śni ...
strudel (20:07)
potwierdziłą to moja znajoma, która wychodzi twierdząc, że we śnie też przechodzimy.

Prowincje Wilhelma Karuda

Szwecji. Lada moment poleci "para tańczących trolli" a może także inna pamiątka z wakacji. Robię serio przymiarkę do ich konkursu na relacje z podróży - chcę rzucić tekst o ubiegłorocznej Chorwacji z kilkoma udanymi fotkami. Zaraz potem zaproponuję im celebrację letniego przesilenia w Skandynawii, a następnie hit o absyncie, poparty świetną literaturą od Karen - przysłała mi wczoraj tłumaczoną przez siebie broszurę o tym specyficznym trunku i nie mogę tego zostawić wnukom, muszę coś o tym naskrabać jeszcze przed wyjazdem do Paryża, a potem dodać jedynie wrażenia osobiste z degustacji, z pobytu w muzem Absyntu i parę fotek.

Wiktoria zaprasza do swojego dworku w Dąbrówce - chyba wyrwę się tam i będzie okazja zrobienia notatek o okolicy, ze Stobrawskim Parkiem Krajobrazowym i Pokojem. Jest parę przeszkód ale trzeba je minąć. Do Tymka po kumpelsku wypadałoby zajechać - pochował mamę, a o antologii stopu też mu jeszcze nie dałem znać. Ważne, że Johan się ozwał i dał do zrozumienia, że widzi mnie u siebie - myślę, że szczerze to deklaruje. Radek ma się zjawić za kilkanaście dni na około dwa tygodnie - może będzie okazja wysondować, co tam u niego jest grane. Czekam na to, bo ostatnie stresy to głównie.

Japan so beauty...

Paranoi, która z uporem maniaka plecie mi warkocze). świat jest chory, ludzie są chorzy, dziwne, że prawie nikt tego nie zauważa.
a tak na samym końcu – to ja nawet lubię muzykę Tokio Hotel, czasem trzeba posłuchać czegoś takiego. przy mojej psychodelii i schizofrenii muszę czasem zmienić styl.
co nie zmienia faktu, że jednak wolałabym teraz posłuchać sobie Strachy Na Lachy. ale przeżyję i reggae.

komentarze [0]


Włóczykija nadal nie znalazłam, jutro idę szukać. ale najpierw trzeba kogoś ustawić do pionu. nie będzie mi tutaj jakiś idiota z branży alkoholowej chrzcił absyntu. pora zmienić dostawcę? >> niedziela, 16 kwietnia 2006 17:02:34
w głośnikach: LP, Hybrid Theory Reanimation
święta. muszę pisać więcej?
Andy odkryła na nowo uroki leżenia plackiem na podłodze, ze stopami opartymi o szafkę. przesłuchała kasetę, znalezioną w szafie, nagraną jakieś trzy lata temu. przypomniała sobie o kilku piosenkach, które należałoby dopisać do listy pilnie poszukiwanych. i przypomniała sobie tą wściekłość, kiedy podczas nagrywania „Anastazja, jestem” Łez skończyła jej się kaseta.
leżenie na podłodze przynosi czasem dziwne pomysły. pasek.