O czym chcesz poczytać na blogach?

Abbey road

Piec Huta

2009
London Calling...
       Zaczynamy z Anią odliczanie - za tydzień mamy wylot do Londynu na "dłuuugi weekend". Właśnie przeglądam google maps i wygląda na to, że stosunkowo blisko od naszego lokum gdzie bedziemy pomieszkiwać jest słynna Abbey Road. Marzylo mi się zrobić sobie fotę na tych słynnych pasach na Abbey Road (koło studia, gdzie Bitlesi nagrywali swoje płyty) Tam właśnie zostało zrobione zdjęcie na okładkę ostatniej wielkiej płyty The Beatles... "Abbey Road" oczywiście. 
       No i proszę, okazuję się, że mogę te marzenie zrealizować. :-)

malaczerwonalampkawina.blog

 

Tagi: sport, małysz, formuła 1

skomentuj (1)

Niedziela. Szaszłyk przepis 2011-03-20 14:06:16

Czy pamiętacie okładkę Abbey Road the Beatles? Kto jej nie pamięta. Nie ma chyba słynniejszej okładki albumu w historii muzyki.
Właśnie byłem weekendowo u rodziców, gdzie znalazłem na swoich byłych półkach tę płytę. Kupiłem ją, gdy (oczywiście.

Niekulturalnie

 Słuchałem Kissess of the bottom…coś tam, coś tam i pogubiłem się jakoś w połowie. Nie wiem, może o taką muzykę relaksacyjną chodziło. Ale to już Rod Steward miał w sobie więcej życia…

Nie ma jednak powodów do pesymizmu: przecież za kilka miesięcy będziemy świętować jubileusz założenia Beatlesów. Idealna okazja, żeby płyty Abbey Road zacząć słuchać na cały regulator już teraz.

KULTURĄ W PŁOT

poniedziałek, 12 marca 2012
Okładki płyt muzycznych na Google Street View

Jakoś w weekend na ekranie rzadko włączanego telewizora dostrzegłem krótki materiał o studiu muzycznym przy Abbey Road w Londynie. Moją uwagę przykuły tłumy turystów, którzy nagminnie blokują przejście dla pieszych, po którym stąpali członkowie The Beatles na okładce jednej ze swoich płyt, robiąc sobie zdjęcia w charakterystycznej pozie. Naszło mnie więc, żeby odnaleźć na mapie dokładną lokalizację tego przejścia, odpaliłem więc nieocenione.

I'm just stardog-champion

Nigdy się nie kapnąłem i dopiero po latach sprawa wyszła na jaw w rodzinnych wspominkach. Z tekstami Bitlów sprawa miała się podobnie, czyli była to czysta improwizacja i strumień świadomości. Słuchałem jednak urzeczony i robiłem notatki.

Jeden tylko moment mnie zmroził, kiedy wujek doszedł do osławionej piosenki Why don’t we do it in the road.
- Dlaczego nie zrobimy tego na szosie – przetłumaczył, wyjątkowo zgodnie z intencją twórców.
- Kriste Pane – pomyślałem zakłopotany – o czym ci Bitle śpiewają?
Tysiąca od takiego jednego kombinatora z ogólniaka, ale My Loving Father, po rozpoznaniu sytuacji orzekł, że się nie pyli. I oprotestował.
Help! ani A Hard Day’s Night nie miałem.
Revolveru nawet nigdy nie spotkałem na swej kolekcjonerskiej drodze.
Abbey Road kupiłem wiele lat później na Bazarze Jeleniogórskim. Tysiąc pięćset złotych, oryginał, ale dojechany haniebnie.
Let It Be nigdy nie miałem. Miała jedna dziewuszka na ulicy Buczka, ale nie chciała opchnąć. A nawet gdyby chciała, to Artur był pierwszy w kolejce, bo się z dziewuszką przemyślnie zaprzyjaźnił.